|
Różnie można mówić o kulturze Brazylii. Można prawdopodobnie wiele rozwodzić się na temat estetyki, etyki, architektury, na temat prądów w sztuce, systemów wartości kształtującego się, nowoczesnego społeczeństwa.
Rzeczywiście można dużo i ciekawie mówić. Brazylia jest wielkim i fascynującym krajem, pełnym sprzeczności i napięć wewnętrznych, które kształtują nie poddający się łatwej interpretacji, interesujący kolaż kulturowy.
Nam jednak nic do tego. Trzeba tego typu rozważania zostawić gnuśniejącym profesorom, zamkniętym w ciasnych pokojach pełnych biurek. Kto choć przez chwilę miał możliwość stąpać po brazylijskiej ziemi, ten wie, a raczej czuje, że kultury tego miejsca nie da się określić, zdefiniować i zamknąć w teorie słów.
Brazylię trzeba poczuć. Dociera ona do człowieka za pomocą zmysłów zdominowanych przez muzykę bębnów, gwar tłumu brazylijskiej ulicy, gęstość brazylijskiego powietrza. Właściwa kultura Brazylii nie zawiera się w słowach, ale w dotyku, w energii krążącej pomiędzy ludźmi. Rozumie się ją niejako „przez skórę”. Specyficzny klimat ciągłego dziania się, ciągłego stanu podwyższonej temperatury daje się odczuć właściwie wszędzie, na ulicy, w barach, w widocznych z ulicy wnętrzach domów. Każdy słyszał o brazylijskim karnawale. Mniej lub bardziej znane są samba, capoeira, religia Condomblé. To one właśnie stanowią rdzeń kultury Brazylii. Mimo, że dotyczą różnych sfer życia wszystkie one są do siebie podobne, ponieważ łączą się we wspólnym sposobie odczuwania energii, która krąży między ludźmi i rodzi się w rytmach wszechobecnej brazylijskiej muzyki. Tę energię Brazylijczycy nazywają Axé. To specyficzny stan, który zarówno rodzi się w szaleństwie karnawału, w sztuce walki zwanej Capoeira, jak i w rytuałach religijnych Condomblé. O axé pięknie pisze profesor Leszek Kolankiewicz w swej książce „Samba z Bogami”, dotyczącej religii opętańczych: „Axé ma w stopniu największym karnawał - karnawał sam jest axé. O tym czym naprawdę jest – czym może być – coś takiego jak axé trzeba się przekonać na własnej skórze.”
Axé
To właśnie tu rodzi się klucz do rozumienia brazylijskiej kultury. Axé to dziwne słowo, dla nas Europejczyków w zasadzie nie zrozumiały będzie jego sens. Dawno już bowiem zaprzestaliśmy pojmowania swojej indywidualność w kategoriach posiadanej mocy. A jak pisze Kolankiewicz „ axé ma wszystko co ma moc”. Dalekiego podobieństwa można by się ewentualnie doszukać w sensie chrześcijańskiego sformułowania energii ducha świętego.
Na przykład kiedy mówi się, mieć ducha świętego lub poczuć ducha świętego. Tym bardziej, że prawdopodobnie przeciętny katolik nie będzie w stanie zdefiniować tego pojęcia inaczej niż jako jakiejś bliżej nie określonej energii lub mocy boskiej. Prawdopodobnie jednak istnieje szereg różnic, choćby takich, że axé w dużej mierze dotyczy sytuacji nie związanych z religią. Według antropologii afro brazylijskie pojęcie axé będzie odpowiednikiem pojęcia mana, wprowadzonego przez Henrego Codringtona. Cytując go za Kolankiewiczem: „Jest to pewna moc lub oddziaływanie o charakterze niefizycznym i w pewnym sensie nadprzyrodzonym; moc ta przejawia się jednak w sile cielesnej lub też w każdego rodzaju sile i zdolności, jaką posiada człowiek. Mana wiąże się z jakimś jednym przedmiotem, ale każdy niemal przedmiot może ją przenosić”.
Wydaje się, że mana i axé także nie będą do końca równoznaczne, choć blisko- na pewno. Pojęcie Axé pochodzi z kultów Condomblé. Samo sformułowanie pochodzi z języka jorubijskiego, ale w Brazylii nabrało konkretnego znaczenia związanego z oddziaływaniem brazylijskich bóstw, orixás. W tym sensie można by się doszukiwać podobieństw pomiędzy maną i axé, może nawet pomiędzy axé i energią ducha świętego, tym bardziej, że dla Brazylijczyków te pojęcia zlewają się ze sobą.
Ale axé nie dotyczy tylko sfery sakralnej kultu Condomblé. Zakres tego pojęcia znacznie się rozszerzył i obecnie stosowany jest też do określania stanów z religią nie związanych, co zresztą nadaje codziennej egzystencji przeciętnego Brazylijczyka charakterystycznego zabarwienia mistycznego. Tak więc axé mają bóstwa Condomblé, mają je opętani tancerze tego kultu, ale mają je także tancerze samby i Capoeiry, może mieć je wreszcie piękna kobieta zmysłowo przechadzająca się po brazylijskiej plaży. Używa się wtedy tego sformułowania, żeby oddać stan dobrej energii, stan siły witalnej, uroku osobistego lub stanu podwyższonych emocji.
Trochę historii
Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że na kształtowanie się dzisiejszego obrazu kultury, sztuki, a także religii brazylijskiej miała, w przygniatającej większości, wpływ kultura przywożonych z Afryki czarnych niewolników. To ich bogata i różnorodna kultura, jako dominująca, w procesie wielowiekowego spotkania z kulturą rdzennych Indian, a także z dominującą politycznie białą cywilizacja stworzyła dzisiejszą, tak zróżnicowaną i żywą „brazylijskość”. Leszek Kolankiewicz pisze: „ Import niewoliników z Afryki zaczął się w roku 1538. Pierwsi, stosunkowo nieliczni, pochodzili z Sudanu zachodniego, ze zislamizowanych ludów Mandingo, Fuelbe i Hausa... Kiedy w latach siedemdziesiątych szesnastego wieku Portugalczycy rozpoczęli systematyczny podbój Angoli, odtąd, aż do połowy siedemnastego wieku do Brazylii będą wywozić niewolników z ludów Bantu, zarówno zachodnich z Angoli jak wschodnich z Mozambiku.”
Pod koniec siedemnastego i przez cały osiemnasty wiek przywożonymi niewolnikami byli mieszkańcy zachodniego Sudanu, a w wieku dziewiętnastym pojawili się także murzyni z ludów Joruba. Ta ostatnia nacja wpłynęła w sposób najbardziej znaczący na kształt dzisiejszej kultury afro – brazylijskiej. Dla ilościowej orientacji zjawiska można podać za Kolankiewiczem kilka liczb, mianowicie pod koniec szesnastego wieku wywożono do Brazylii około ośmiu tysięcy murzynów rocznie. Zaowocowało to wstrząsającym bilansem wywiezionych do 1670 roku czterystu tysięcy niewolników na brazylijską ziemię. W sumie przez trzysta lat sprowadzono do Brazylii około trzech milionów trzysta tysięcy murzynów!
Tak więc, o ile znaczna część Afryki ulegała wyludnieniu, o tyle w Brazylii powstawała gwałtownie nowa grupa etniczna. Co ciekawe Kolankiewicz pisze za Freyrem, że „transportowani do Brazylii ze strefy przenikniętej przez islam, murzyni muzułmańscy mieli kulturę wyższą nie tylko od krajowców, lecz od większości białych kolonistów...” Ludy Joruba i Bantu przywoziły ze sobą do nowej ojczyzny zaawansowaną kulturę, sztukę, kulty religijne. Trudno się więc zgodzić chyba z beztrosko wygłaszaną tezą na łamach przewodnika Pascala, że „Kulturę Brazylii ukształtowali osadnicy z Europy, przede wszystkim Portugalczycy...”.
Następnym faktem potwierdzającym kształtowanie się niezależnej od białych kolonizatorów kultury afro – brazylijskiej na terenach Brazylii było mnożące się bunty niewolników. Pojawiało się coraz więcej cimarrones, zbiegłych niewolników. Uciekali oni do dżungli, zakładając quilombos, czyli ukryte osady, niezależne od władzy kolonistów. Doszło nawet do założenia niezależnej „republiki”, zespołu osad murzyńskich, które prawie przez cały siedemnasty wiek skutecznie opierały się białym kolonizatorom. Świadczy to o istnieniu silnej, rozwijającej się tożsamości kulturowej, która doprowadziła nawet do utworzenia się i trwania małego państwa.
Karnawał, capoeira, samba i...
Na czym dokładnie jednak zasadza się niezwykłość kultury brazylijskiej? Powiedzieliśmy o axé. To jest najważniejszy rys, charakteryzujący tę kulturę. Axé najpełniej wyraża się w karnawale. Kolankiewicz pisze o karnawale: „Karnawał rozwibrowany jest od życia: rozpalonego, zmysłowego i gwałtownego. Święto zawsze jest jak to określił Roger Caillois, „paroksyzmem żywotności”.” Tylko tak, emocjonalnie, można pisać o tym zjawisku. Bo karnawał jest jednym wielkim hukiem emocji i energii. To co widzimy w transmisjach telewizyjnych z sambodromu jest tylko zaprogramowanym, efektownym pokazem turystycznym. Właściwy karnawał rozgrywa się na ulicach wielkich miast. To co się odbywa w tym czasie na ulicach Rio, albo Salvadoru można określić jako zbiorowe ucieleśnienie axé, istne upojenie życiem i wszystkimi radościami jakie ono ze sobą niesie. Karnawał nie odbywa się jednak tylko w czasie święta kalendarzowego.
Zadziwiające w Brazylijczykach jest to, że praktycznie cały rok, z większym lub mniejszym natężeniem trwa nieustająca zabawa. Mimo biedy i wielu uniedogodnień, praktycznie co dziennie na ulicach brazylijskich miast można znaleźć jakąś zabawę i tańce. A tańczy się oczywiście Sambę. Szaleńczą, upojną sambę pełną seksu i energii witalnej. „Samba to sama esencja Brazylii, taniec, którym kipi karnawał... „ pisze Kolankiewicz
Co jednak jest bardzo istotne. Mogło by powstać wrażenie, że Brazylijczycy to po prostu naród pijaków i lubieżników. Do pewnego stopnia jest to prawda, być może dlatego tak łatwo jest porozumieć się Polakowi i Brazylijczykowi. Chodzi tu jednak o coś więcej. Szalenie ważne jest dla zrozumienia kultury brazylijskiej to, że powstaje ona właśnie między ludźmi w barwnych korowodach karnawału. Chodzi o to, że nie da jej się ująć w słowa, opiera się ona na wzajemnej energii, przekazywanej sobie, wspólnie doświadczanej.
To właśnie jest axé, wspólnie doświadczane, wytwarzające coś w rodzaju świadomości kulturowej, albo raczej „czucia kulturowego”, tkwiącego podskórnie rytmu. Najgłębszym tego wyrazem jest brazylijskie Condomblé. Jako, że razem z karnawałem, sambą i capoeirą posiada wspólne, murzyńskie korzenie, jest tak samo żywe i roztańczone jak one. Początkowo można by nawet ulec złudzeniu, że msza jest po prostu wielką świąteczną zabawą. Oczywiście tylko początkowo, dopóki bębny nie zaczną wybijać specjalnych rytualnych rytmów, a tancerze nie rozpoczną tańca, który ma zakończyć się opętaniem.
...Condomblé
Pewien stary mistrz Capoeiry powiedział kiedyś, że kultura afrobrazylijska nie ma swoich bibliotek, w żadnych księgach tak naprawdę nie jest zapisana jej historia. Jedyną taką księgą jest Condomblé, które zawsze było schronieniem dla brazylijskiego ludu i instytucją zbierającą stare zwyczaje i tradycje.
Czym jest Condomblé? Mówi się o religii afro- brazylijskiej. I to jest pierwszy charakterystyczny rys. Condomblé jest pochodną kultów afrykańskich ludów, głównie Joruba. Kolankiewicz podaje prawdopodobną etymologię słowa Condomblé: „...”condomblé” miałoby być hybrydą złożoną ze słów „condombe” i „ilé”: gdzie pierwsze to zespolenie „ka” (w narzeczu kimbundu: zwyczaj) i „ndombe” (w narzeczu kikongo: czarny, murzyński) i znaczy dosłownie „zwyczaj murzynów” – a ściślej: dawne tańce murzyńskich niewolników – drugie zaś to słowo jorubijskie oznaczające „dom”.”
Condomblé podobnie jak inne kulty opętania powstało z zespołu wierzeń religijnych, które przywędrowały do Brazylii razem z falą niewolnictwa, która rozpoczęła się w 16 wieku i w niedługim czasie zalała całą Brazylię mieszkańcami czarnego lądu. Był to charakterystyczny i ważny moment, nie tylko dla kształtowania się religii afrobrazylijskiej, ale także dla całej tamtejszej kultury. Miejscowi Indianie, zostali zmuszeni do interakcji z kulturą czarnych ludów Afryki, oraz z ekspansywną obecnością białego człowieka. W konsekwencji nastąpiło jedyne w swoim rodzaju zderzenie trzech kultur, które zaowocowało wielobarwnym synkretyzmem, obecnym do dzisiaj, zarówno w kulturze, sztuce, jak i brazylijskiej religii. Tak więc mówi się raczej o zespole różnych kultów, niż jednorodnej religii Condomblé. Zależnie od obszaru i rodzaju wpływów jakim były poddane kulty afrykańskie, powstały różne jego odmiany. Odznaczają się one bądź to domieszką wierzeń rdzennych mieszkańców Ameryki południowej bądź wpływem chrześcijaństwa, a nawet obecnością elementów europejskiego spirytualizmu.
Szczególnie wyraźny jest rys chrześcijański. Przez długi czas wszystkie przejawy zarówno kultury jak i rdzennej religii wśród czarnych niewolników były konsekwentnie zwalczane przez ich białych panów. W zamian narzucone zostało chrześcijaństwo, jako religia obowiązująca. Jednak wynikiem panującej chrystianizacji wcale nie był zanik dotychczasowych form kultu, ale coś wręcz przeciwnego. Oryginalne kulty przywiezione z czarnego kontynentu zasymilowały część narzucanego im „białego obrządku”, co zaowocowało specyficznym synkretyzmem w dziedzinie religii. Na przykład większość bóstw, mających pochodzenie jeszcze afrykańskie, dopracowało się odpowiedników wśród chrześcijańskich świętych, na przykład Yemanjá (bóstwo morza) ma swój odpowiednik jako Matka Boska, a Oxóssi(bóstwo polowań) to święty Jerzy. W ten sposób czarny niewolnik, mówiąc o jednym z chrześcijańskich świętych, w rzeczywistości nawiązywał do bóstw swej właściwej religii.
Rdzeniem i jedną z niewielu cech wspólnych wszystkim odmianom kultu Condomblé jest opętanie. Nie wiadomo dokładnie na czym polega, ale przywiezione zostało ono do Ameryki południowej jeszcze z Afryki, a jego korzenie sięgają opętańczego kultu Dionizosa w starożytnej Grecji. Zostaje wywoływane poprzez rytm wystukiwany na bębnach przy specyficznym sposobie rytualnego tańca. Opętany tancerz zostaje „dosiodłany” przez jedno z bóstw, zwanych orixás, traci na pewien czas indywidualność, niejako „użyczając” swego ciała konkretnemu bóstwu.
Inna znacząca cecha bierze się z tego, że Condomblé było prześladowane, tak jak jego wyznawcy. Ponieważ zakazane było uprawianie jakiejkolwiek aktywności kulturowej zaczęto je postrzegać nie tylko jako religię, ale także jako ostatni bastion zatrzymujący w sobie wszystko to co zwalczała dominująca wówczas kultura europejska. Stało się więc ono swego rodzaju encyklopedią, która zapisywała w swoim obrządku wszystko to, co ważne było dla czarnej społeczności.
Condomblé jest samym rdzeniem afro brazylijskiej kultury. Z niej rozchodzi się ta wspaniała, ożywcza energia, axé, którym żyje brazylijski karnawał. Dzisiaj, kiedy nie ma już niewolnictwa, zniesiono zakazy dotyczące chociażby publicznego grania na bębnach, coraz mniej osób pamięta o kultowych korzeniach. Samba i brazylijski karnawał podbijają jednak świat, bo została w nich siła axé. Gdziekolwiek tańczy się sambę, albo ogląda transmisję z sambodromu, od razu ludzie chwytają tę „dobrą energię”. Nie trzeba tłumaczyć nikomu sensu słowa, w którym zawiera się całe bogactwo kultury Brazylii, słowa – AXÉ.
Wszystkie dane, fakty historyczne, oraz informacje dotyczące tłumaczeń zostały zaczerpnięte z książki Leszka Kolankiewicza: „Samba z Bogami”
Maciek Rożalski dla www.napis.pl |
|
|